Tak, wierzę w nią.
Ale nie narzucam jej Tobie. Twoja wiara jest Twoją wiarą
i nic mi do niej.
Choć tak sobie myślę, że skoro jesteś tutaj, w tym miejscu,
na ścieżce duchowych poszukiwań, to znaczy, że w coś wątpisz i przetasowujesz swój wewnętrzny system wierzeń. Czyli być może bierzesz pod uwagę możliwość reinkarnacji…
Dobrze, to opowiem Ci, o tym, co wiem ja:
WSZYSTKO jest energią!
My wszyscy też jesteśmy energią.
Wszyscy jesteśmy połączeni wspólną energią. Wspólnym jej polem.
Nasze dusze są energią, która wstępuje w nas i przepływa swobodnie. Wnika, przenika, krąży, wypełnia i opuszcza – kiedy nadejdzie nasz czas…
Energia w przyrodzie nie ginie. Wiesz to z lekcji fizyki.
Może zmieniać stan, postać (ba! nawet właściciela, jeśli to np. długopis!) częstotliwość wibracji, transformować – ale nie ginie. Zawsze JEST.
Ergo: i my jesteśmy wieczni – jako energia!
Więc jeśli myślisz, że ktoś umarł i go nie ma – to się mylisz!
Jego energia nadal funkcjonuje w przyrodzie.
Wiara katolicka też mówi o Niebie, gdzie dusze żyją po fizycznej śmierci. (Lecz zakłada tę ewentualność tylko raz.) To zresztą element wspólny wszystkich religii – życie po życiu – i doskonale o tym wiesz. No, ale jeśli jesteś przez przypadek saduceuszem (fajna nazwa, nie? dogrzebałam się w trakcie poszukiwań = osoba nie wierząca w jakiekolwiek życie pozagrobowe; źródło: Biblia ) – to po prostu doczytaj tekst do końca, bo skoro tu jesteś, to znaczy, że czegoś jednak szukasz…
A zatem reinkarnacja mówi, że nie żyjemy ziemskim życiem tylko raz. Przechodzimy przez wiele żyć, wiele cykli od narodzin w ciele fizycznym – po jego śmierć. Energia wchodzi w nasze nowe, kolejne, ciało jako dusza. Ożywia nas, pozwala funkcjonować fizycznie w fizycznym świecie, odbierać go za pomocą zmysłów.
Z każdym nowym reinkarnowaniem = wcieleniem dostajemy nową szansę na rozwój i przeżycie tego życia zgodnie z naszą dharmą, czyli przeznaczeniem. Naszym obowiązkiem i celem w każdym z żyć jest być szczęśliwym (sic !!!). Jeśli tak nie jest, dostajemy do przeżycia i powtarzamy wciąż te same lekcje – póki wreszcie nie zrozumiemy tej w sumie bardzo prostej prawdy. Zdarza się z reguły, że jednak nam się to NIE UDAJE. I w związku z tym właśnie po naszej fizycznej śmierci nasza dusza = energia reinkarnuje, czyli wciela się ponownie i zabawa zaczyna się od początku. I znów to samo zadanie i cel: być szczęśliwym. Jak się znów nie nauczysz – to znów marsz na koniec kolejki!
Czasem mamy jakieś déjà vu, przebłyski z poprzednich wcieleń (jeśli je masz, to znaczy, że jesteś Starą Duszą, czyli że to Twoje kolejne już wcielenie i możesz się tym faktem posiłkować – wyciągając odpowiednie wnioski ze swoich lekcji), że już tu byliśmy, już coś wiedzieliśmy…, ale zawsze najważniejsze jest ukryte za zasłoną, która zapada za nami w chwili wstąpienia duszy w ciało. Nie możemy mieć za łatwo, bo byśmy się nie rozwijali! SAMI musimy dojść do tego, że naszym celem jest szczęście i JAK je osiągnąć.
I teraz najważniejsze: gdy w końcu uda Ci się osiągnąć cel główny Twojej kolejnej ziemskiej wędrówki (SAMSARA) = stan trwałego szczęścia – jesteś wolny!!! Nauczyłeś się, odrobiłeś dobrze wszystkie zaległe lekcje i nie musisz tu już wracać na kolejne wcielenie. Otrzymujesz w nagrodę NIRWANĘ, czyli wolność od ziemskich cierpień.
Warto więc podejmować trudy w kierunku rozwoju duchowego (oczywiście pełna dowolność w tym kierunku, nie ma przymusu, bo świadkowie śmierci klinicznych – a wiesz dobrze, że tacy są twierdzą, że Druga Strona Tęczy jest fajniejsza.
I to jest ta dobra wiadomość na dzisiejszy dzień.

