Zanim objawy pojawią się w ciele, w umyśle często pojawia się niewidzialna burza.

Życie w klimacie ciągłego dramatu, gdzie każdy dzień jest kłótnią, złością lub zmartwieniem, to jak pozostawienie zapalonej świecy w zamkniętym pokoju, prędzej czy później powietrze staje się dzikie.

Ciało rejestruje każdy wstrząs. BIOLOGIA NIE ROZRÓŻNIA MIĘDZY REALNYM ZAGROŻENIEM A EMOCJONALNYM.

To nagłe wyładowanie strachu, smutku lub furii nazywa się SZOK BIOLOGICZNY, wpływ, który zakłóca wewnętrzną równowagę i aktywuje reakcje chemiczne przeznaczone do nagłych wypadków, a nie do rutyn.

Kiedy ten szok staje się powtarzający, codzienna kłótnia, praca, która dusi, dom, krzyczy, system nerwowy żyje w gotowości.

Gruczoły uwalniają kortyzol, zapalenie staje się przyzwyczajeniem, a całe organy przygotowują się na wojnę, która nigdy się nie kończy.

Tak rodzi się wiele dolegliwości, nie dlatego, że ciało „ zdradza”, ale dlatego, że służy cichemu rozkazowi, który wysyła środowisko.

Choroba nie pojawia się znikąd; gotuje się w garnku nierozwiązanych konfliktów, urazy, którą przeżuwa się w ciszy, strachu, który trzyma się pod poduszką.

Przerwanie tego kręgu nie jest kwestią zaprzeczania problemom, ale wycięcia dramatycznego scenariusza.

Porozmawiać zanim wybuchnie. Oddychaj, zanim zareagujesz. Szukaj przestrzeni ciszy, modlitwy lub kontemplacji, które pozwolą systemowi nerwowemu wrócić do miejsca spoczynku.

Dbanie o pogodę emocjonalną to nie luksus, to higiena życiowa.

Każda decyzja, która zmniejsza hałas, udzielone wybaczenie, szczera rozmowa, chwila wdzięczności, to jasny rozkaz dla ciała, nie aktywuj choroby, niebezpieczeństwo minęło.