Ciekawostki

Piec murarski

UZDROWIAJĄCA MOC SŁOWIAŃSKIEGO PIECA MURARSKIEGO

Leczniczy efekt przegrzania organizmu na piecu jest w dużej mierze związany z materiałami, z których został zbudowany. Cegły piecowe powstały z cegły wypalanej – materiału, który doskonale przewodzi ciepło podczerwone. Promieniowanie cieplne emanujące z nagrzanych cegieł odpowiada naturalnemu promieniowaniu organizmu człowieka, co oznacza, że ​​organizm odbiera je jako własne. Zdrowe i gładkie ciepło promieniujące z piekarnika przegrzewa cały organizm i przyczynia się do wzrostu i gojenia się żywych komórek.

Kanapa na piecu była czymś w rodzaju dużego grzejnika ogrzewającego całe ciało, a pojedyncza wypalona cegła promieniująca gładkim, suchym ciepłem, która została podgrzana w piecu, a następnie owinięta tkaniną, została osobno przyłożona do dotkniętego obszaru.

Bóle reumatyczne stawów, kręgosłupa i rwa kulszowa wymagały dłuższego okresu leczenia. W leczeniu łagodnego przeziębienia pacjentowi podawano do picia wywar z suchej maliny z miodem i kazano mu jak najdłużej przyciskać pięty do rozpalonych cegieł, leżąc na ciepłym piecu. Po takim zabiegu następnego dnia po chorobie nie było bólu gardła.

Przeziębienia, a także rwę kulszową leczono na piecu i przy pomocy glinianych kubków. Po kąpieli parowej (saunie) pacjent kładzie się na piecu z opuszczonym brzuchem. Następnie przekroili kilka ziemniaków na pół i wbili w nie trzy zapałki lub cienkie suche patyczki brzozowe. Zapalali zapałki, umieszczali ziemniaka na chorym miejscu i przykryli górę małym glinianym kubeczkiem, który przyklejał się do skóry jak pojemniki z lekarstwami. W ten sposób umieścili również inne kubki na ciele. Gdy po kilku minutach kubki odpadły, ziemniaki wyjmowano, pacjentowi podano wywar malinowy do picia, owinięto szczelnie ciepłym kocem i pozostawiono do spania na piecu do rana.

Gdzieś przed spaniem na piecu chory wziął kąpiel w wodzie z roztopionego śniegu. Na piecu topili śnieg z ogrodu w dużych garnkach i jednocześnie ogrzewali jeden lub kilka kamieni z piaskowca. Śnieżną wodę wlewali do dużej drewnianej beczki w pobliżu pieca i jednocześnie zanurzali w niej rozgrzane kamienie. Kiedy woda z kamieni się rozgrzała, pacjent zanurzał się w beczce i siedział, aż się porządnie spocił. Następnie wycierali chorego do sucha, dawali mu do picia wywar malinowy i kładli spać na rozgrzanym piecu.

Stare duże piece miały duże wysokie palenisko, który był używany jako „kopalnia piecowa” w przypadku chorób przewlekłych i długotrwałych. Osoba dorosła mogłaby w nim wygodnie i wyprostować się. Zamiatali popiół i węgiel drzewny z dobrze nagrzanego pieca, dokładnie wyczyścili dno pieca i wrzucili do pieca szczyptę mąki. Jeśli mąka się nie paliła, oznaczało to, że temperatura pieca była odpowiednia do użycia w formie min. Na podłodze układano specjalnie przygotowane deski z lipy, olchy, osiki lub wyściełano wilgotną słomą. Następnie wstawili do piekarnika drewniany kociołek z gorącą wodą i radośnie gotowali na parze. W Rosji wykorzystywano do tego celu wszechobecne kopalnie parowe…

Według starożytnych przekazów ogień w piecu pomagał leczyć krwawiące rany i skaleczenia. Uzdrawianie popiołem z pieca było szeroko stosowaną praktyką, ponieważ popiół był dostępny w każdym domu. Na przykład zalecali stosowanie popiołu do leczenia złamań. Popiół z różnych gatunków drewna stosowano także przy różnych chorobach.

Zabiegi z dymem z palących się ziół stosowano nie tylko do oddymiania pomieszczeń, ale także do inhalacji i były powszechnie znane. Najprostszym inhalatorem, za pomocą którego otrzymywali dym o określonych właściwościach leczniczych, była zwykła rozpalona do czerwoności cegła. Wsypali zmielone ziele na rozpaloną do czerwoności cegłę, która zaczęła się tlić i wydzielać gęsty, aromatyczny dym. Pacjent pochylał się nad cegłą i wdychał dym z ziela lub mieszanki ziół.

Kamila Gackowska

Jeść małą łyżeczką

TRZEBA UMIEĆ JEŚĆ MAŁĄ ŁYŻECZKĄ

W 1964 roku młody ziomeczek przeniósł się do Hollywood, aby zostać aktorem. Takich leszczy jak on, była cała masa.

Wylewali się z każdego kolejnego autobusu. Szukając szans na sławę i hajs. Chcąc udowodnić coś sobie i innym.

Wszyscy się spieszyli. Młody ziomek nie.

Nazywał się Ford. Harrison Ford.

Matka Forda była aktorką, której się nie udało. Jego ojciec pracował w reklamie.

I wyrobił w nim jedną zajebiście ważną cechę charakteru: musisz zapier… żeby odnieść sukces. To nigdy nie jest łatwe, to rzadko jest przyjemne, a ludzie widzą tylko efekt a nie drogę, która do tego prowadzi, więc szybko się zniechęcają. I odpuszczają. A do prawdziwego sukcesu jedzie się na długim dystansie.

Przez 10 lat Ford grał drobne, ale za to ciężko zdobyte role w telewizyjnych telenowelach. Zazwyczaj gównianych.

Ba w 1968 roku pracował jako operator kamery na jednej z tras koncertowych The Doors.

Kiedy już miał być przełom i francuski reżyser Jacques Demy wybrał Forda do głównej roli w swoim pierwszym amerykańskim filmie, weto postawił producent.

– On nie ma przyszłości – powiedział lekceważąco o Fordzie. Weź kogoś bardziej doświadczonego.

To Demy wziął.

A Ford, który miał już żonę i dwójkę dzieci wziął się za stolarkę, której uczył się z książek wypożyczonych z biblioteki w Encino.

– Miałem wtedy dom, który chciałem wyremontować. To była ruina. Inwestowałem pieniądze w narzędzia, ale brakowało mi na materiały. Potrzebowałem kasy. I zrozumiałem, że stolarstwo to może być niezły sposób na zarabianie na życie – mówił.

A jednocześnie mógł szukać ról.

Zarabiał więcej jako stolarz, niż jako aktor. I okazało się, że dzięki stolarce poznaje wielu wpływowych ludzi, którzy mają jeszcze bardziej wpływowych znajomych.

W ten sposób dostał szansę na przesłuchanie do filmu American Graffiti w reżyserii Georga Lucasa. Ford zdobył rolę.

Kariera? Sukces? Szampan? Gówno.

Pewnego dnia kumpel, który pracował dla reżysera Francisa Forda Coppoli (mentora Georga Lucasa), zaczął jęczeć Fordowi, że ma dla niego robotę.

Bo Francis przy wejściu do nowego biura zażyczył sobie mieć portyk.

I ten portyk był. Ale żaden stolarz, nie chce go zamontować.

Fordowi było trochę głupio. Bo Coppola i Lucas znali go głównie jako aktora.

Kumpel jak to kumpel, jęczał i jęczał, zrób to, proszę.

Ford w końcu się zgodził. Warunek?

– Robię to tylko nocą. Żeby mnie nikt tam nie widział – zastrzegł.

I pewnego dnia o 8 rano, kiedy Ford w pasie z narzędziami, właśnie zamiatał podłogę, niespodziewanie wparował do biura George Lucas i aktor Richard Dreyfuss. Żeby zrobić pierwsze castingi do takiego niewielkiego filmu, który nazywał się Star Wars.

Czy Ford wiedział o castingu?

Owszem. Ale „Lucas powiedział jego agentowi, że chce nowych twarzy, a nie tych samych ludzi z American Graffiti”.

Żeby było zabawniej Richard Dreyfuss występował w American Graffiti, razem z Fordem.

Jak widać, jego twarz nie była opatrzona.

– Powiedziałem cześć, porozmawialiśmy, i to by było na tyle – stwierdził Ford.

Dalej montował ten zyabany portyk.

Ale ponieważ Ford był ciągle rano w pobliżu, to go poproszono o pomoc w przesłuchaniach. Czytał kwestie z kandydatami do wszystkich ról.

Do roli Hana Solo startowali Tom Selleck, Christopher Walken, Kurt Russell oraz Al Pacino. Ford czytał również od cholery dialogów z kandydatkami na księżniczkę Leję.

Robił to za darmo, to była tylko przysługa. I tak przez 300 castingów. A przystojny, cyniczny stolarz był nagle najlepszy. W końcu, do nędzy, znał wszystkie postacie i wszystkie dialogi.

Przypominam, czytał je już 300 razy. Wiedział, jak to się robi.

Efekt był prosty niczym hotdog: rolę zaproponowano Fordowi. Na ostatniej prostej wyprzedził Christophera Walkena.

Później Mark Hamill, który grał Luke’a Skywalkera, przyznał, że podziwiał zdolność Forda do przekształcania dialogów swojej postaci.

Ford wykreślał kwestie w scenariuszu i zastępował je zmienionymi wersjami, które jego zdaniem lepiej pasowały do

postaci Hana Solo.

Wypracował swój sukces, mimo że nie dawano mu na to szans.

Małą łyżeczką.

A stolarzem był jeszcze długo.

Nawet kiedy miał za sobą całą oryginalną trylogię „Gwiezdnych wojen” i pierwszy film z serii „Indiana Jones”.

Tyle że jego warsztat był już przy domu w Beverly Hills.

Paznokcie i lakier

Ten post nie jest „przyjemny”. Jest prawdziwy.
..sama tkwiłam przez długie lata w tym nałogu, ale zrozumiałam, że ten sposób dodawania sobie wartości, prowadzi prosto z salonu piękności do gabinetu lekarskiego
Jeśli lakier hybrydowy to Twoja „podstawa dbania o siebie”,
to zaraz możesz się wkurzyć.
I dobrze.
Lakiery hybrydowe to koktajl toksyn.
Nie wellness. Nie „self-care”. To chemiczna ingerencja w Twoją gospodarkę hormonalną.
W składzie masz m.in.:
HEMA / akrylany – mikroskopijne cząsteczki, które przenikają przez paznokieć do krwi → wywołują reakcje autoimmunologiczne. Dermatolodzy opisują przypadki dziewczyn, które po hybrydzie zaczęły mieć AZS i łuszczycę.
Benzofenon-1 – substancja hormonalna udająca estrogen → wykrywana w moczu NASTOLATEK kilka godzin po manicure.
Ftalany (DBP) – oficjalnie klasyfikowane jako zagrożenie płodności. Francja właśnie rozważa ich zakaz.
Formaldehyd i toluen – toksyczne dla mózgu. Tak, wdychasz je na żywo, kiedy stylistka „odtłuszcza” paznokcie.
Lampy UV/LED, to najgorszy element tej układanki.
To UVA 340–395 nm – dokładnie ten zakres, który dermatolodzy nazywają „promieniowaniem rakotwórczym”.

Przykład z USA:
22-letnia dziewczyna – ZERO opalania, zdrowy styl życia. Po 2 latach hybryd co 3 tygodnie – nowotwór skóry tylko na palcach dłoni. Chirurgicznie wycinane fragmenty skóry.
I nie.… to nie jest pojedynczy przypadek.
Google: “UV gel manicure cancer case report”

Przykład z Polski:
17-latka – zaburzenia cyklu, wahania nastroju → diagnoza: wczesne PCOS. Lekarz pyta o kosmetyki. Regularne hybrydy od 13 roku życia. Ftalany i benzofenon potwierdzone w badaniu moczu.

Przykład z UK:
Kobieta 29 lat → po latach hybryd uczulenie tak silne, że zaczęła odrzucać implant stomatologiczny. Dlaczego? Organizm „nauczył się” atakować każdy akryl i polimer – nawet medyczny.

Wiele z Was powie…
– „Ale wszystko jest szkodliwe, jak tak patrzeć…”

Nie.
To konkretna, udokumentowana ingerencja w biochemię, hormony, odporność i DNA.
Nie „stylizacja paznokci”. Medycznie: kontrolowane mikrozatrucie organizmu.
To, co przez lata nakładamy na paznokcie, skórę, włosy i wdychamy przy każdej „stylizacji”, nie znika.
Organizm nie ma przycisku „usuń toksyny” na zawołanie.
One krążą we krwi, odkładają się w tkankach, wnikają w hormony, wpływają na emocje.
To dlatego wiele kobiet czuje się „dziwnie”, „rozchwiane”, „bez energii” i nie łączy tego w ogóle z tym, co nakładają na siebie na własne życzenie.
Lądujesz u lekarza, szukasz cudownych środków…,objawy nie ustępują, ale Ty nadal nie chcesz sobie uświadomić tej prawdy, że to toksyny, które przenikają do Twojego organiuzmu, są przyczyną większości Twoich dolegliwości…
Ok, możesz w to nie wierzyć, ale jeżeli po przeczytaniu tego tekstu, zapali Ci się czerwona lampka, może to być pierwszy krok do poprawy tego co już w sobie popsułaś…
Kolejnym krokiem, może być fototerapia, oparta na fizyce światła, która nie dodaje niczego do ciała, tylko uruchamiaja biologiczną zdolność organizmu do samooczyszczania.
Bez chemii. Bez agresji. Po prostu przywracaja przepływ, który wcześniej został zatkany.

I wtedy dzieje się coś zaskakującego-
znikają bóle głowy.
wraca spokojny sen, hormony się stabilizują.
Ciało wreszcie puszcza napięcie, którego nawet nie byłaś świadoma.
Najbardziej fascynujące jest to, że wszystko dzieje się od wewnątrz, bez jednego grama substancji.
Tylko światło i Twoja własna inteligencja biologiczna.

Czy kiedykolwiek poczułaś, że Twoje ciało próbuje Cię ostrzec, ale jeszcze nie wiesz, jakim językiem do Ciebie mówi?

Anunnaki

ODKRYCIE METROPOLII ANUNNAKI

================================

Anun(n)aki (książęce potomstwo) w mitologii mezopotamskiej ogólne określenie „wielkich bogów” jako dzieci boga Anu, zrodzonych w początkowym okresie tworzenia wszechświata, zamieszkujących niebo i ziemię. Bogowie Anunna m.in. mieli wchodzić w skład boskiego zgromadzenia ferującego wyroki oraz być sędziami w świecie podziemnym zmarłych.

W okresie późniejszym określenie Anunnaki, w odróżnieniu od paralelnego określenia Igigi, dotyczyło zwykle bóstw najstarszych i najznaczniejszych. Coś zaskakującego odkryto na obszarze południowej Afryki. Jest to pozostałość po dużej metropolii, która ma wymiary około 1500 kilometrów kwadratowych.

Zawsze tam była, ludzie wcześniej ją zauważyli, ale nikt nie pamiętał, kto ją stworzył ani dlaczego.

Jeszcze do niedawna nikt nie wiedział, ilu ich tu było, teraz są wszędzie, tysięcy nie ma, setki tysięcy. A historia, którą opowiadają, jest najważniejszą historią ludzkości, ale taką, o której nie chcą słyszeć. Jest częścią jeszcze większej społeczności o powierzchni prawie 10.000 kilometrów kwadratowych i wydaje się, że została zbudowana między 200.000 a 160.000 lat p.n.e.

Załączone zdjęcia przedstawiają z bliska kilkaset metrów krajobrazu zrobione za pomocą Google-Earth. Teren jest bardzo rozległy, a „kręgi” często mają do czynienia z lokalnymi rolnikami, które rzekomo w przeszłości uprawiali rdzenni mieszkańcy, ale co dziwne, nikt nie zadał sobie trudu, aby zapytać, kto mógł to robić i ile mają lat.

Zmieniło się to, gdy badacz Michael Tellinger połączył siły z Johan Heine, lokalnym strażakiem i pilotem, który latał nad tym regionem przez lata obserwując ruiny. Heine miał tą wyjątkową zaletę, że widział liczbę i zasięg tych dziwnych kamiennych fundamentów i wiedział, że ich znaczenie nie jest doceniane.

Tellinger:

“Kiedy Johan przedstawił mi starożytne kamienne ruiny południowej Afryki, nie miałem pojęcia o niesamowitych odkryciach dokonanych w ciągu roku do dwóch, o zdjęciach, artefaktach i dowodach, które bez wątpienia gromadziły się jako zagubione i nigdy przedtem nie widziane.

Cywilizacja jest ważniejsza od wszystkich innych, nie przez kilkaset lat, czy kilka tysięcy lat, ale przez wiele tysięcy lat, a te odkrycia są tak zaskakujące, że nie jest łatwo przyswajalne przez obecną środowisko historyków. Gdy już to zrobimy, będzie to wymagało całkowitej zmiany paradygmatu w sposobie, w jaki postrzegamy naszą historię ludzkości”.

Obszar ten jest ważny ze względu na zaskakującą ilość złóż złota. Tellinger kontynuuje:

„Tysiące starożytnych kopalni złota odkrytych w ciągu ostatnich 500 lat wskazuje na zaginioną cywilizację, która żyła i poszukiwała złota w tej części świata przez tysiące lat. A jeżeli jest to naprawdę kolebka ludzkości, możemy patrzeć na działalność najstarszej cywilizacji na Ziemi”.

Aby zobaczyć liczbę i zasięg ruin tej metropolii, należy skorzystać z Google-earth i rozpocząć od następujących współrzędnych:

E Machadodorp – 25 38′ 07,82 “S / 30 21′ 18,79” E

Machadodorp – 25 39′ 13.13″ E Badplaas – 25 47’ 33.45″ S / 30 40′ 38.76″ E Waterval – 22.42″ S / 30 17′ 03.25″ E

Następnie należy przeprowadzić wyszukiwanie niskopoziomowe w obszarze utworzonym przez ten prostokąt. To niesamowite miejsce znajduje się około 150 km od doskonale zlokalizowanego portu, w którym handel morski mógłby pomóc w utrzymaniu tak dużej populacji, ale należy pamiętać, że mówimy o metropolii sprzed prawie 200 000 lat.

Poszczególne ruiny, głównie kamienne kręgi, zostały zasypane przez piasek i można je obserwować tylko przez satelitę lub samolot. Niektóre zostały narażone na erozję, że względu na ustąpienie piasku, odsłaniając ściany i fundamenty. Kiedy odkrywcy po raz pierwszy napotkali na te ruiny, przypuszczano, że były to koła bydła stworzone przez koczownicze plemiona, jak lud Bantu, gdy przemieszczali się na południe i zasiedlali ziemię przez cały XIII wiek.

Nie było żadnego zapisu w historii jakiejkolwiek cywilizacji zdolnej do zbudowania większej społeczności jako gęsto zaludnionego terenu. Niewiele wysiłku włożono w zbadanie tego miejsca, ponieważ rozmiar ruin nie był w pełni znany. W ciągu ostatnich 20 lat ludzie tacy jak Cyril Hromnik, Richard Wade, Johan Heine i inni odkryli, że te kamienne konstrukcje nie są tym, czym się wydają.

W rzeczywistości teraz wierzą, że pozostałości starożytnych świątyń i obserwatoriów astronomicznych z zaginionych starożytnych cywilizacji sięgają tysięcy lat wstecz. Te okrągłe ruiny rozciągają się na ogromnym obszarze i można je naprawdę podziwiać tylko z powietrza lub za pomocą nowoczesnych zdjęć satelitarnych. Wiele z nich jest prawie całkowicie zerodowanych lub zostało objętych robotami ziemnymi związanymi z rolnictwem i klimatem.

Niektóre przetrwały wystarczająco długo, aby ujawnić swoje duże rozmiary, a niektóre oryginalne ściany mają prawie 5 stóp wysokości, a w niektórych miejscach ponad metr szerokości. Jeśli chodzi o całe miasto, czy też metropolię, jest oczywiste, że było to dobrze zaplanowana społeczność, stworzona przez wysoko rozwiniętą cywilizację. Liczba starożytnych kopalni złota sugeruje powód tej lokalizacji dla społeczności.

Odnaleziono drogi, niektóre ciągnące się setkami kilometrów, które łączą społeczność i rolnictwo tarasowe, bardzo podobne do tych, które można znaleźć w osadach Inków w Peru. Nasuwa się jednak pytanie – w jaki sposób ludzie mogli to osiągnąć 200.000 lat temu?

• Wierzenia – przekazy – wyobrażenia – teorie •

Starożytne teksty sumeryjskie odnoszą się do Anunnaki jako „tych, którzy zstąpili z nieba”, rasy niezwykle potężnych i zaawansowanych istot, które stworzyły ludzkość setki tysięcy lat temu. Według historii dwunasta planeta, znana jako Nibiru, była zamieszkana przez humanoidy bardzo podobne do nas, ludzi (Anunnaki – Posłańcy Wiatru).

Po tym, jak życie w ich rodzinnym świecie było zagrożone przez rozległe erupcje wulkanów, napięcia w ich społeczeństwie stały się równie wielkim zagrożeniem, jak same wulkany. Grupa odkrywców zostaje wysłana na misję poszukiwawczą do całego Układu Słonecznego, mając nadzieję na znalezienie lekarstwa na ich umierający świat. Szczęście uśmiechnęło się do nich i Anunnaki znaleźli Ziemię, lub jak ją nazywali – Ki.

Tutaj powietrze było zdatne do oddychania, klimat sprzyjający, a zasoby bogate. Szczególnie złoto.

Nibiru miał zbliżyć się do orbity Ziemi, około 432 000 lat p.n.e. Nibiruanie mieli używać statków kosmicznych do wysyłania ludzi i niezbędnych towarów ze swojej planety na Ziemię. Po dotarciu na powierzchnię, zaawansowane istoty założyły bazy w starożytnej Mezopotamii.

Niektórzy twierdzą, że ku pamięci największej metropolii Nibiru, Anunnaki zbudowali Eridu, swoje pierwsze miejsce na Ziemi i prawdziwy „Eden”. Aby wydobyć metal szlachetny, w południowej Afryce założono kopalnie złota, gdzie znaleziono ten minerał w obfitości. Ponieważ praca górnika nie należała do “nauczycieli” z Nibiru, Anunnaki zostali wysłani, aby wykonać ją za nich.

Traktowani jako swego rodzaju niewolnicy, reprezentowali element roboczy tego społeczeństwa, mimo że ich cechy fizyczne i intelektualne były by dziś uznane ponad współczesne ludzkie standardy. Ze względu na swoje wyjątkowe cechy Anunnaki wkrótce zbuntowali się przeciwko swoim przełożonym i zażądali, aby zamiast tego stworzyli niższą istotę, która wykonałaby tę małą pracę.

Ich przywódcy skonsultowali się i ostatecznie doszli do wniosku, że nieletnia istota jest naprawdę potrzebna do tego rodzaju wyzysku, więc stworzyli nową rasę, łącząc własne geny z genami bardziej rozwiniętych naczelnych, które żyły w tym czasie na Ziemi. Prawdopodobnie był to australopitek.

Początkowo Enki i Ninmah (dwaj przywódcy) zaprojektowali istoty o potężnej sile i rozmiarze, które pracowały dla Anunnaki na Ziemi, pomagając im wydobywać złoto. Choć brzmi to perfekcyjnie, ich tworzenie miało ważny przekaz – nie mogły się rozmnażać, więc tak zwani „bogowie” musieli nieustannie wytwarzać ich więcej, aby proces wydobywania przebiegał na pożądanym poziomie.

Z biegiem czasu Enki i Ninmah stworzyli kilka istot, aż osiągnęli upragniony cel. Po wszystkich zmaganiach stworzone przez nich osoby potrafiły mówić, a co najważniejsze, potrafiły spłodzić własne dzieci, w ten sposób pojawiła się pierwsza rasa ludzka w postaci Homo Erectus. Za każdym razem, gdy Nibiru opuszczał Ziemię, część „bogów” wracała na swoją rodzinną planetę, aż do zakończenia cyklu 3600 lat, okresu, który Sumerowie nazywali Sar.

W międzyczasie Anunnaki pozostali na Ziemi, by zajmować się kopalniami złota i tak zwanymi niewolnikami, nad którymi dominowali ich „bogowie”. Ponieważ jednostki zostały stworzone na obraz i podobieństwo Anunnaki, niektóre cechy wspólne przeważyły ​​i zaczęły dążyć do ziemskich pragnień.

Korzystając z sytuacji, niewolnicy utworzyli sojusz i zbuntowali się przeciwko swoim Panom, tak jak kiedyś Anunnaki. Wielu z nich zdołało uciec z kopalni i ostatecznie osiedliło się jako wolni ludzie w innych częściach Ziemi, żyjąc życiem opisanym w wielu starożytnych tekstach – „jak dzikie bestie”.

Po ponownym zakończeniu 3600-letniego cyklu przywódcy Anunnaki wrócili na Ziemię i byli niezadowoleni, widząc, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Skazali Anunnaki na ponowną pracę w kopalniach. Podczas swojego krótkiego pobytu na Ziemi “Mistrzowie” przeprowadzili więcej eksperymentów, aby stworzyć bardziej wyrafinowaną rasę pracowników.

Stworzyli Homo Habilis i Homo Erectus, aż w końcu rozwinęli rasę zdolną do myślenia, mówienia i rozmnażania się, a w ten sposób stworzyli Człowieka znanego również jako Homo Sapiens.

/infinityexplorers.com/

Fragmenty wierszy

Srebrników parę

Sprzedał ojca, sprzedał matkę,
za srebrników pięknych parę,
myslał tylko o bogactwie,
rzadzić chciał na wielką skalę.

Zdrada jednak nie jest słodka,
przyjdzie czas by się rozliczyć,
sprawiedliwość go dopadnie,
będzie cierpiał, będzie niczym.

Złote ręce

Wielu chce być urzednikiem
i nie ważne, gdzie pracować,
chcą by lekko w życiu było,
nie z chwastami się mocować.

Len i nieuk chce łatwizny,
nic nie robić, wykorzystać,
myśli, że jest bardzo cwany
lecz jest głupcem, oczywista.